Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trabant. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trabant. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 15 lipca 2012

Daleko nie było...

Po blisko 9 miesiącach urodziła się chęć pojechania nad morze.
Ruszamy nad morze, czyli I Zlot Trabantów & Co w Gdyni.
Daleko nie było więc się ogarnęliśmy :)

Dzięki Michałowi, Pchele Kokonowi, JCBemu i Wnuqowi, którzy pomogli mi w klamotach wymieniłem skrzynie, sprzęgłową tarczę, tarcze hamulcową i parę takich tam pierdółek :)

No i się ruszyła.
Troszkę hamulce są lipne, ale... damy radę :)
Zlocik zaliczony i sądzę, że się udał.
Organizacja była zajebista.
Szacunek dla Was chłopaki i dziewczyny!
Kawał solidnej roboty. Obiecuję, że w przyszłym roku przyłożę się bardziej.

czwartek, 13 maja 2010

odliczanie...

zostało 8,5h.
ruszam ja z Koro, Adaś z Masłem i Kemi z Leszkiem.
Gdzieś pod granicą zgarniamy Chanego w jego Czerwonej :)

Ogólnie autko ładnie odświeżyłem.
Niestety nie dałem rady wyszorować dachu tak jak chciałem.


Anklam.
Pierwszy raz tam będę.
Trasa nie skomplikowana ( mapa na google ).
Lecimy wzdłuż wybrzeża i granice przekraczamy w Świnoujściu.
50 km dalej jesteśmy na zlocie i rozpoczynamy k20 :)

Szkoda, że sam jadę.
Szkoda kilka zbędnych słów.

Alę będzie zajebiście :)
Czwarty zlocik :)


Aha.
Fotki niestety nie zrobiłem :(
Nie mam aparatu :(

wtorek, 4 maja 2010

Po 'pierwszej w tym roku majówce' ;D

I było.
I byli.
I zajebiście.

Trochę obszerniej :)
Korozji kończy się kompresja :P
Lubi beduinów :)
Była w Wiśniowej Górze na zlocie Wartburgów organizowanym przez Kruchego.
Potem poleciała do Poznania na szóstą edycję Pyrkomanii organizowaną przez WLKPCT.
Dalej odwiedziła Paryż :)
I zwiedziła Kaszuby znów.

Ogólnie poszło prawie 1200km.
Osiąga prędkości prawie 150km/h według GPSa.

Niestety dalej jest coś nie tak z hamulcami :(
No i ogrzewania nie ma, bo termostat został wyjęty, bo był zepsuty i się grzała i nie ma klaksonu, bo nie i już :) Bo nie działa :P

Przed Anklam trzeba:
- wymienić filtr+olej
- zobaczyć luzy na kołach
- dolać hamulcowy
- odkurzyć
- pomyśleć o zakupie opon letnich
- wymienić wycieraczki


Pojawiła się też myśl ruszyć na Węgry.
Początek czerwca.
Zobaczymy :)

czwartek, 29 kwietnia 2010

Majowo.

Wczoraj sprawdziłem termostat. Wyjąłem go po prostu.
Skręcając ukręciłem śrubę, ale jakimś fartem dało się wykręcić końcówkę.

Koro już w sumie gotowa na zlot.
Wyczyszczona pastą i nabrała trochę blasku :)
Udało się zdobyć wahacz. Tu podziękowania dla Roberta :)

Dziś lecimy do Kruche na zlot.
WartburgRadikalzDeluxe.
Potem plan na jedną noc do Poznania na Pyrkomanię.
Zobaczymy.

DDR

niedziela, 23 lipca 2006

Zlot Pojazdów Komunistycznych w Czersku / Podróż motywowana niechęcią wobec dwuch garbusowych naklejek obok siebie :D. Usterka

Dziwny zlot. Siłą napędzającą była naklejka garbusowa ze Sztumu i kolejna, którą miała być naklejka z Choczewa.
Nie chciałem tak wiedząc, że między tymi zlotami był zlot Trabantów.
Trabantów jak Trabantów :) Zlot Pojazdów Komunistycznych połączony wraz ze zlotem Sokołów ( takie stare motory ) w Czersku pod Warszawą.
Z Trójmiasta jechał niewiedzieć czemu tylko JaJer. Ruszyliśmy jakoś rankiem. Plan był prosty. Nie jechać przez WWA i po drodze zahaczyć Sochaczew.
Tak sobie śmigaliśmy pięknie ładnie. Szokiem był Włocławek. Koleiny na kilkanaście cm! Paranoja!!! No, ale jechało się dalej, ale coraz głośniej.
Powoli odkręcał się pierścień trzymający wydech wraz z kolektorem. W pore się zorientowalismy i dokręciliśmy... jak się później okazało trochę za słoabo. Jadąc sobie dzielnie nagle jebut i głośno jak w ruskim czołgu. Rozkręcił się pierścień i spadł.
Całe szczęśie jedna połowa wraz z śrubami zatrzymała się na rurze. Druga niestety nie została odnaleziona. Zachaczając pobliskie szroty i sklepy motoryzacyjne nie udało się nic znależć. Z pomocą przyszedł kawałek blaszki. I tak dojechaliśmy na zlot.
Ludzi było średnio, ale to w końcu pierwszy dzień, a w zasadzie wieczór.
Patrząc z perspektywy czasu wiele ludzi było, z którymi mam teraz dobry kontakt :)
Motorów zajebiście dużo, dziwne auta komunistyczne się widziało, jakieś prototypy. Zabawa też była zajebista :) a dostarszyła ją pobliska rynienka do mycia się z zimną wodą i dziewczyny, które przybyły na zlot :)
No i znów czas zleciał jak szalony. Piwko, grile i dobre towarzystwo gwarancją braku czasu :)
W drogę powrotna odbyła się już bez przygód :) Pierwszy raz widziałem i przejeźdzałem przez stolice i widziałem Pałac Kultury i Nauki. Co prawda z daleka, ale widziałem. Kilka godzin później byłem już w domku wraz z moją dzielną Korozją :)

środa, 3 maja 2006

Trampkowisko w Zelowie / Pierwszy trabantowy zlot. Usterka

Pierwszy trabantowy zlot. Planowaliśmy wyjechać w nocy/nad ranem i odziwo sie udało :)
z Gdyni ruszyłem Ja, jako współpasażera miałem Krisa. Trzomski z Chudym dolecieli do nas i ruszyliśmy na Nowy Port po Marcie.
Z tamtąd polecieliśmy po Kajetana. I tak w 3 auta śmigaliśmy do XXXXXXXXXXXXXXXXX na stacje Delfina gdzie czekał na nas Greg z Emi. Tak kulturalnie lecieliśmy do Aleksandrowa po Barteza.
Po drodze wtrafiliśmy na Taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaakiego Borsuka', który zabrał mi rejestracje:) ale Kris ją znalał kilkadziesiąt metrów wcześniej.
I tak po 2? godzinach po 'zajebistym' zorganizowaniu wyjazdu p[rzez Barteza ruszyliśmy na Bełtachów. Lepsza droga, którą polecił Bartez okazała sie mnasakrą... no, ale jakoś się dokulaliśmy...
Dojechaliśmy. Aut sporo, poznało się ludzi, których znało się tylko z netu, spaliło po fajeczce;), ale... pogoda fatalna. Ciuchy mokre w chwile... Całe szczęście byłem ustawiony gdzie indziej z kim innym :)
W międzyczaie wydech dał o sobie znać, że chyba ma gdzieś dziurę...
I tak pojechałem zmęczony jak pies i zamaist 15km zrobiłem 50;E Dojechałem i było cieplutko i milusio :) Dzięki Milenka ;)
Rano wstałem, zjadłem sniadanie, wziąłem prysznic, żegnam się i jadę na zlot.
Wsiadam, przekręcam kluczyk, wciskam magiczny przycisk i chuj... Nie odpala ;/ Ani na LPG, ani na benzynie. WTF?
Dzwonie do Michała, mówi co mam robić, ale wsztsko jest. Iskra jest, paliwo dostaje a tu dupa. Dzwonie do kogoś ze zlotu by po mnie przyjechali i scholowali.
Dupe raruje Robert, który dotarł w nocy na zlot. Dzwoni do kuzyna i ten wesołym maluchem wpada z kumplem i dwoma dziewczynami. Oni jeszcze wczorajsi :P, ale chcą ciągnąć maluchem traba :)
Wypychamy go, lekko z górki było więc spróbowałem odpalić z 2. I głośny ryk ledwo trzymającej się rury oznajmił, że odpalił. Tak chwile pokursowaliśmy po Piotrkowie i dostałem folię aluminiową by coś zrobić z wydechem.
Pomogło na chwile. Do Zelowa dojechaliśmy akurat jak parada wyjezdzała. Więc się cofam i nagle jebut. przed przednim tłumikiem rura sie ujebała i tuż przed końcowym. Tlumik ładnie spoczywał sobie na ziemi. Huk i ryk jak ja pierdole! No, ale jedziem na parade :)
Pierwszy jak i ostani dzień/noc minął pod znakiem zajebania sie jak świnia:] i podpalania grilla mixolem ;P. W solidarności ze mną Robertowi ujebał się też Węglarski i byy dwa fajne głośne auta:).
Następnego dnia rano odbyło się rozdanie nagród i czas na naprawe usterek. Jak się okazało nie tylko ja miałem problemy z wydechem. Najazd ułatwił naprawe wydechu, Połączenie rury z resztą elementów za pomocą puszek po piwie, patyków, puszki po mleku, drutu i opasek pomogło. Ciut ciszej:)
Droga powrotna męcząca bo głośna i w ogóle jacyś wymęczeni byliśmy. Robert spał na miejscu kierowcy a Jasiu prowadził hihi.
Ogólnie zlot bardzo na tak :)

piątek, 28 stycznia 2005

Poznań - Gdynia / Podróż do domu

Pierwsza wyprawa, pierwsze tankowanie, pierwsze zdjęcia, pierwszy cruzin' w 5 osób, pierwsza 'guma'...
Ah... kupno autka... własnego autka. Jakie to było zajebiste. Zajarany jak żaróweczka, aż nie mogłem w to uwierzyć.
Ale stało sie :) "Hej dziewczyny mam Trabanta!"
I zaraz po otrzymaniu kwitów obraliśmy kierunek - Poznań. Na tej trasie właśnie osiągneliśmy prędkość, która długo była rekordowa ( bałem sie jej pobić ) 140km/h.
Czasy q2 i zajebistych ekip rozpizganych po całej Polsce.
Dojechaliśmy bez problemu. Wszyscy oczywiście beka co ja kupiłem i czemu musiałem jechać pół Polski po kurwa Trabanta :D
Oczywiście jak zawsze miło i z propozycją kimania u Liska i Siostry, odmówiliśmy i pojechaliśmy na cruzin' po Poznaniu w celu odwiedzenia znajomychi tam drobnych interesów Liska.
I tak czas leciał, kilometry leciały i ostatni ziomek został. Parkujemy, wyładowuje się ekipa z kremowego dżipa i rozpierdala niechcący jakis halogen od reklamy ;P. U Lighta poszły lole... Poznań i ich stuff! Zwala z nóg. No miło, zajebiście, ale czas odwozić Liska, Rossa i Hammera a tu buba!
Flak ;E. Szybka akcja: bagażnik- klucz, lewarek, koło... działamy i... dupa! Klucz zamały! A to godzina bliska 23, nic nie jeździło, a my na śniegu rozbeczeni sączymy herbate. Na szczęście Lightowi włączył sie film mechanika i po przepytaniu wszystkich taryfiarzy o klucze wkurwił sie i obudził sąsiada :)
Klucz jest, koło zmienione. Czas wracać...

2005/0127/sonka.jpg

Pojechaliśmy do Liska i tam już zostaliśmy na noc.
Następnego dnia powrót do domu. Plany ambitne rano wyruszyć, ale jak to plany wyjechaliśmy późnym popołudniem. Zimno kurwa deszcz, śnieg pada jak to BRX nawija. Całe szczęście ogrzewanie działa i stacje benzynowe mają myjki do szyb bo sie płyn skończył.
Podróż trwała stosunkowo długo i późnym wieczorem zajechałem do domu. Autko spisało się znakomicie, żadnej awarii ani poślizgów przez ~450km.
Następnego dnia rano musiałem to uwiecznić. Moje autko pod moim domem :)
2005/0127/dom.jpg